Orkiestra grała sentymentalne tango. Krygier przystanął, by ostrym spojrzeniem objąć tańczące pary oraz siedzących przy stolikach.
W półmroku, który teraz zapanował, parki posuwały się po śliskiej posadzce. Twarze pań wyrażały triumfalną pewność z tego, że mężczyźni, którzy krzątają się dokoła, są igraszką w ich ręku.
Krygier nie znosił teraz triumfujących oczu kobiet. Ruchy ich ciał w tańcu sprawiały na niego64 wrażenie tańca węży. Wydusiłby je teraz!... Teraz oskarżał w duchu kobiety, że dla nich ludzie giną, dla nich dostają się do więzień!...
Usiadł z boku, przy wolnym stoliku. Nie odpowiadał na prowokujące uśmiechy wydekoltowanej „świeżej” blondynki. Nie mogąc się pozbyć natrętnych spojrzeń, odwrócił się od niej nerwowo.
Kelner, dobry psycholog, spostrzegłszy ruch gościa, pośpieszył doń, by go wyrwać z opresji...
— Sługa jaśnie pana dyrektora — skłonił się przed Krygierem.
— Szampana! — rzucił Krygier krótko.
Po pierwszym kieliszku humor poprawił się Krygierowi. Mimo woli wzrok jego błądził po obnażonych plecach tancerek i eleganckich pań. Cała sala przedstawiała mu się jak we mgle.
Dziwił się, że Milczek i Antek tu nie przybyli. Tak umówili się, że na pewno tu zajrzą, czy przyjechał. Może wsypali się?... Mieli tu być punktualnie o trzeciej. Ludzie nocy są zazwyczaj bardzo punktualni. Wiedzą, że do pracy muszą się stawić z zegarkiem w ręku. Od jednej minuty zależna jest ich wolność, a czasem i życie! Jedna minuta może zaważyć na wymiarze kary! A skoro jednak się spóźnili, musi w tym coś być. Krygier był zaniepokojony. Nerwowym ruchem wyjmował co pewien czas zegarek.
Krygier wstał od stolika, by udać się na pierwsze piętro, gdzie również mieściła się sala. Ostrym spojrzeniem Krygier jakby sfotografował obecnych na górnej sali, jego towarzyszy i tu nie było. Pewnym krokiem skierował się ku drzwiom. Wtem spostrzegł kogoś, na widok którego nawet stalowe nerwy Krygiera nie wytrzymały. Silny dreszcz wstrząsnął nim. U wejścia stanął oko w oko ze Szczupakiem.