— Tempo! Tempo! — rzekł lekceważąco Szczupak.
— I pan naprawdę zamierza mnie odprowadzić do Urzędu Śledczego?
— Co w tym dziwnego? No, dawaj prędzej łapki. Później pogadamy ze sobą. Szkoda czasu. Czekają na nas w Urzędzie Śledczym.
Krygier był więcej niż pewny, że pozostaje pod ukrytą obserwacją ludzi Szczupaka, w przeciwnym razie nie zachowałby się tak spokojnie i pewnie.
Szczupak robił dziwne wrażenie z rewolwerem w jednej, a kajdankami w drugiej ręce, wobec wysokiego i rosłego Krygiera.
— Zbyt wielki spotkałby pana zaszczyt, gdyby pan osobiście mnie zaprowadził do Urzędu Śledczego.
— O to mnie właśnie chodzi! Zresztą nie uważam pana za tak głupiego, by nie domyślił się, że moi ludzie mają tu pana na oku. Radzę przeto panu nie próbować stawiania oporu. Powiem panu więcej. Cała pańska „paczka” jest już dawno w moim ręku. Każdej chwili mogę ich osadzić w więzieniu, jak to uczyniłem dziś z panem. Co słychać w Zakopanem?
— Świetnie — odparł Krygier z uśmiechem. — Klawy Janek rozkoszuje się tam urodziwą waszą konfidentką. Tym razem (muszę panu zrobić komplement) konfidentka gra swoją rolę wybornie.
— A pana ta kobieta nie zaintrygowała? — uśmiechał się Szczupak.
Krygier zagryzł wargi i rozglądał się z lękiem dokoła.