— Czego się pan tak rozgląda? Daremnie. Pan tu nikogo nie zauważy. Moi ludzie są dobrze ukryci w bramach domów. Także twoi ludzie trzymają mnie pod obserwacją. Pozwól nałożyć sobie kajdanki na ręce, a zaoszczędzisz mi alarmu.
— Pan mówi to poważnie?
— Wszystko co robię, jest poważnie pomyślane.
— Ja także — uśmiechnął się Krygier.
— Wiem o tym, ale zapewniam pana, że teraz już nic się nie da zrobić. Niejedną rwałem noc bezsenną z twego powodu i twoich kompanów, już najwyższy czas, abyście zaznali odpoczynku za kratami.
Krygier rzekł z wymuszonym uśmiechem:
— Mam nadzieję, że pan komisarz i teraz mnie puści wolnym.
— Z jakiej racji?
— Bo ocaliłem panu życie w swoim czasie, w naszej piwnicy. Takie rzeczy się pamięta. Człowiek winien być wdzięczny.
— Niestety, tym razem nie mogę bawić się w ciuciubabkę i udawać „dżentelmena”. Daj pan lepiej swoje ręce.