Wywiadowcy obmacali go, przetrząsnęli jego odzież, po czym wydali mu polecenie, aby się ubrał.
Krygier drżał na myśl, że mogą jeszcze oderwać jego obcasy. Ostatnią nadzieję odzyskania wolności pokładał w ukrytych tam włosach angielskich. Innego wyjścia nie widział na razie. Agenci, którzy na pewno uchodzili za najpilniejszych w tym Urzędzie, nie pomyśleli jednak o tej ewentualności.
— Czy ma pan jakieś życzenie? — spytali przed odejściem.
— Nie — odparł Krygier dumnie.
— Może coś zjeść?
— Nasycił mnie wasz widok.
— Stul pysk! U nas odpowiada się tylko na pytanie. Będziesz śpiewał tak, jak ci zagramy — dodał agent z wyraźnym zadowoleniem, że może zadać Krygierowi ból moralny.
— To będzie zależało ode mnie — ironizował Krygier w dalszym ciągu.
— I od nas — jednocześnie odezwali się obaj wywiadowcy.
Krygier odwrócił się od nich, pogwizdując sobie znaną melodię. Agenci byli dotknięci lekceważącym ich zachowaniem się Krygiera.