— Uważaj, bo źle na tym wyjdziesz — odgrażał się jeden z nich.

— Do widzenia! — rzeki Krygier spokojnie. — Zróbcie mi tę grzeczność i uwolnijcie mnie od nieprzyjemnego towarzystwa... Domyślacie się chyba, że mam teraz nad czymś ważniejszym do zastanowienia się, niż prowadzić z wami „miłe” pogawędki. Zresztą waszą powinność spełniliście, a zatem wasza rola skończona. Czego jeszcze chcecie? Będę gadał tylko z sędzią śledczym, a z wami: nie!

— Pan jest cwany, panie Krygier. Albo pan udaje niewiniątko. Przecież wiemy, że nie po raz pierwszy trafił pan do ula. Pan zapewne także wie z doświadczenia, że zanim pana przedstawimy sędziemu śledczemu, będziemy musieli „rozmówić się”... To stara metoda, jak świat...

Krygier nie odpowiedział. Utkwił wzrok w ścianie i odczytywał napisy. Wywiadowcy, zranieni w najczulszym miejscu ambicji, zatrzasnęli za sobą drzwi.

Krygier naraz zauważył na ścianie, tuż obok okna, napis treści następującej:

„Towarzysze, w razie gdyby ktokolwiek z was przeczytał słowa niniejsze, proszę was, powtórzcie je Krygierowi, że ja Regina, kochałam go prawdziwie. Serce mi mówi, że już go więcej nigdy nie ujrzę!

REGINA”.

Krygierowi wydawało się, że te słowa rozlegają się jakby zza grobu. Był wstrząśnięty. Zapomniał naraz, gdzie przebywa, co się z nim stało. Przed oczyma stanęła mu żywa postać Reginy, która czyniła mu wyrzuty.

Wydawało się Krygierowi, jakby cały świat się zawalił i że on tylko jeden pozostał na tej ziemi, by zbadać przyczynę jej tajemniczego zniknięcia.

Nie wątpił, że te słowa napisane zostały ręką Reginy. Poznawał jej charakter pisma.