— Wołkow... Wołkow... — szepnął do siebie Krygier.

Drzwi otworzyły się możliwie jak najspokojniej. Wołkow wślizgnął się, zamykając za sobą drzwi.

— Szszsz... cicho... to ja...

Krygier zeskoczył z posłania. Przez krótką chwilę obaj spoglądali na siebie, chociaż z powodu ciemności nie mogli siebie widzieć dokładnie.

— Masz, zjedz wpierw coś. Jesteś głodny zapewne.

Wołkow wypowiedział te słowa dziwnym głosem. Łatwo można było wyczuć, że coś ukrywa. Wołkow podsuwał Krygierowi paczuszkę, ale ten jej nie odbierał. W ciszy słychać było przyśpieszone bicie ich serc.

— Dlaczego nie bierzesz?

Krygier nie odpowiadał. Przypominał sobie teraz różne wypadki z kryminalistyki, kiedy to wywiadowcy o nieczystym sumieniu pozbywali się w „cichy” sposób niewygodnych ludzi, którzy mogliby coś opowiedzieć... Krygier był zbyt doświadczony w tej dziedzinie, by się dał wziąć na „kawał”.

Fakt, że Regina przebywała w tej celi, dawał mu wiele do myślenia i nakazywał wielką ostrożność.

Wołkow domyślił się, że Krygier nie żywi do niego zaufania.