— Nie wierzysz mi, co?
— A ty wierzysz mi? — uśmiechnął się gorzko Krygier.
Krew nabiegła Wołkowowi do oczu... Kurczowo ściskał rękojeść rewolweru w prawej ręce.
Wołkow wnet opanował się i odparł:
— Słuchaj, Krygier. Mamy mało czasu na rozmowę. Zjedz coś, a potem zastanowimy się nad sposobem przywrócenia ci wolności. Musimy to tak urządzić, by podejrzenie nie padło na mnie.
Krygier zbliżył się do Wołkowa, by spojrzeć mu w oczy. Ale Wołkow cofał się. Oparł się o mur celi.
— Boisz się, że chcę cię otruć?
— Może tak...
— Skoro tak, daremne są moje zabiegi — odparł Wołkow z żalem w głosie. — Mnie masz do zawdzięczenia, że jeszcze tu przebywasz, w tej celi. Szczupak od razu chciał cię przetransportować do więzienia. Zabroniłem mu wykonanie71 tego zamiaru. Stąd łatwiej mi będzie cię uwolnić. Wiedz o tym, że Szczupak mnie podejrzewa o współudział w waszej bandzie. Muszę zachować ostrożność...
— I nie bałeś się tu przyjść do mnie w nocy? A może cię szpiegują?...