— Bądź spokojny. Szczupaka gdzieś wysłałem. Nie ma go w Warszawie. Zleciłem mu dochodzenie w sprawie wymordowania całej rodziny gdzieś w małej mieścinie prowincjonalnej.

— A więc troszczysz się o mnie? — roześmiał się Krygier. — Powiedz mi, dlaczego nas nie uprzedziłeś, że dokoła nas kręci się konfidentka? I powiedz mi także, czy Janek oraz moi towarzysze są już aresztowani?

Wołkow przyjął wyraz twarzy zdziwionego człowieka i zapytał:

— Nie rozumiem twego pytania: o jaką konfidentkę ci chodzi? Nie mam pojęcia o niczym. Co się tyczy twoich wspólników, przebywają oni na wolności.

— Możesz udawać, to mnie nie obchodzi. Pragnę cię tylko uprzedzić, że gdyby się ze mną coś stało, spotka cię to samo z mojej strony. Mam na ciebie bicz. Będziesz leżał razem ze mną...

Wołkow, choć był oburzony, odparł ze spokojem:

— Szczupak teraz pracuje na własną rękę. O konfidentce, o której wspomniałeś, dopiero się od ciebie dowiaduję. Gdybym wiedział o jej istnieniu, uprzedziłbym was. Zjedz coś, a potem pogadamy...

— Głód już minął. Słucham cię, mów.

— Jeżeli nie masz do mnie zaufania i nie chcesz spożyć tego, com ci przyniósł, nie będę wcale z tobą mówić.

Krygier znów roześmiał się na głos.