Krygier leżał przyduszony butem Wołkowa i czuł, że go siły do reszty opuszczają, jego mózg z gwałtowną szybkością przebiegały różne myśli, ścigane tajemniczą siłą. Jego oczom ukazała się śmierć w okrutnej postaci.

To, co nastąpiło, spadło na niego tak niespodzianie, że stawiał słaby opór. Teraz już zrozumiał, jak zginęła Regina.

W celi odbił się echem kaszel przechodzącego korytarzem. Wołkow przerażony puścił na chwilę ofiarę. Krygier wykorzystał ten moment, by resztkami sił rzucić się z kolei na Wołkowa.

Okropna świadomość, że tu chodzi o śmierć lub życie, przywróciła Krygierowi siły i odwagę. Znał lepiej technikę walki od Wołkowa. Wnet też zyskał przewagę nad przeciwnikiem. Zręcznym ruchem Krygier wyciągnął rewolwer z kieszeni Wołkowa. Bez namysłu rąbnął go w skroń rękojeścią browninga. Wołkow runął na ziemię.

Krótką chwilę Krygier stał oszołomiony. Przerażenie malowało się w jego oczach. Dreszcz wstrząsnął jego ciałem. Nienawidził „mokrą” robotę72.

W pośpiechu zaczął ściągać odzież z Wołkowa. W ciągu kilku chwil Krygier miał już na sobie mundur komisarza. Wołkow leżał nieruchomy z na wpół otwartymi oczyma, jakby udawał, że nie widzi, co się w celi dzieje.

Krygier, przekonawszy się, że Wołkow jeszcze żyje, rozglądał się za czymś, co mogłoby zastąpić powróz dla związania przeciwnika. Ale oto Wołkow wskoczył na równe nogi i jednym skokiem rzucił się na Krygiera i powalił go na drewnianą narę. Znów wpił się palcami w gardło Krygiera, usiłując go udusić.

Twarz Wołkowa aż zsiniała z natężenia. W jego oczach błysnęły złe ogniki... Nie zależało mu tyle na śmierci Krygiera, ile na ocaleniu własnego życia. Rozpaczliwie bronił swego istnienia. Nie wątpił w to, że, o ile nie wykończy przeciwnika, padnie jego ofiarą.

Teraz staczali ze sobą walkę niby dwa wilki gotowe się zagryźć na śmierć. Gdy Wołkow dusił Krygiera, ten bił go rękojeścią rewolweru po głowie, gdzie się dało.

Walka toczyła się we mrokach i ciszy, jakby między nimi stanęła umowa, że nikt z nich nie będzie krzyczał ani wzywał pomocy.