— To jest warunek nie do przyjęcia — odparł Krygier. — Czy policja także zdradza swoich konfidentów? Dlaczegoż my mamy tak postąpić?
Wołkow zrezygnował do reszty:
— Trudno! Należę do was! Widać los nas sprzągł...
— To jest co innego. Teraz pisz.
Krygier zaczął dyktować:
„Ja, Wołkow, aspirant policji Warszawskiego Urzędu Śledczego, przyznaję się do tego, że krytycznej nocy włamania się do kasy hrabiny Mołdakowej, zamordowałem posterunkowego Michała... Strzał oddałem z małego browninga damskiego, który znalazłem w teczce ze zrabowanymi pieniędzmi. Na widok olbrzymiej fortuny straciłem panowanie nad sobą i dopuściłem się zbrodni...
Oświadczam, że niniejsze słowa piszę z dobrej i nieprzymuszonej woli, jedynie na skutek wyrzutów sumienia, czynię to wobec ludzi, których niesprawiedliwie prześladowałem”.
Wołkow posłusznie skreślił te słowa pod dyktando Krygiera. Był niby robot, który działa po nakręceniu mechanizmu.
Biorąc dokument do ręki, Krygier rzekł:
— Będzie to jeszcze jeden okaz w mojej ciekawej kolekcji. A teraz możemy przystąpić do sedna sprawy.