— Hallo! Maks?... To ty?... Za dziesięć minut masz tu być z autem...
Odkładając słuchawkę, Krygier zwrócił się do Wołkowa:
— Staczasz ze sobą boje? Zemsta nasza wszędzie cię dosięgnie. Ja na twoim miejscu byłbym spełnił wszystkie żądania. Tak czy siak: mamy cię w ręku.
Wołkow, nie wyrzekłszy ani słowa, powrócił na miejsce. Nalał szklankę wódki i wypił ją duszkiem.
— Zgadzam się na waszą propozycję, ale stawiam jeden warunek.
— Jaki warunek? — zawołał pierwszy Bajgełe.
— Abym mógł zemścić się na „Zimnej kokocie”.
Teraz wyskoczyła ona z kąta, w który się zaszyła i zawołała:
— Janku, nie dasz mnie chyba skrzywdzić?
— Za mego życia włos ci z głowy nie spadnie! — padła jego odpowiedź.