Myśli te przebiegały mózg Anieli, gdy szła rojnymi ulicami. Ściągała swoim wyglądem uwagę przechodniów. Było jej do twarzy w czarnym, wąskim palcie, przybranym lisem. Modna czapeczka dodawała jej główce wiele uroku i wdzięku młodości. Uśmiech, który zakwitał od czasu do czasu na jej ustach, mile oddziaływał na przechodniów, którzy darzyli ją przelotną sympatią.

Aniela posuwała się szybkim krokiem po chodniku, jakby miała coś pilnego do załatwienia. Tłok na ulicy w pewnej chwili zatarasował drogę Anieli, która wykorzystała to, by nerwowo odwrócić się i sprawdzić, czy tajemnicza kobieta w dalszym ciągu kroczy za nią.

Aniela nie mogła wytłumaczyć sobie tego faktu i postanowiła pozbyć się tej „asysty”, usiłując zboczyć w jedną z przecznic. Ale oto kobieta ta zbliżyła się do Anieli i zapytała:

— Przepraszam panią, proszę mi łaskawie wskazać drogę do Dworca Głównego.

Aniela wytłumaczyła jej, którędy ma iść, radząc przy tym, by wsiadła do tramwaju.

Aniela uczyniła krok naprzód. Bała się tej kobiety, która na nią spoglądała dziwnymi oczyma. Domyślała się, że ta kobieta nie zaczepia jej bez powodu i że to pytanie o kierunek drogi do dworca było tylko pretekstem. Ale nie zdążyła się oddalić, gdy naraz zatrzymała się taksówka i zanim zdołała pisnąć słówko, została zawleczona do auta. Czuła tylko, że znajduje się w silnych ramionach, z których nie mogłaby się wyzwolić. Auto pomknęło z niebywałą szybkością.

Chciała krzyczeć, wzywać pomocy, ale poczuła naraz mdłości. Siły ją opuszczały. Popadła w sen. Straciła przytomność. Na sekundę przed jej utratą poczuła na sobie pożądliwe pocałunki...

Gdy się obudziła, doznała nowego wstrząsu. Zobaczyła siebie na kozetce w obcym mieszkaniu. Wnet do jej pokoju weszła owa podejrzana kobieta w towarzystwie Moryca.

— Jak się czujesz? — zapytał drżącym głosem Moryc.

— W jaki sposób dostałam się tutaj?! — krzyknęła Aniela nieswoim głosem. — Gdzie moja odzież? Przeklęci nikczemnicy!!!...