— Nie gniewaj się, droga moja — uspakajał ją Moryc. — Co prawda ta pani zwabiła cię tutaj, ale nie chciałem cię skrzywdzić, gdy cię uśpiono...
„Zimna kokota”, która była świadkiem tej rozmowy, cynicznie się uśmiechała. Była zazdrosna o piękne kształty i urodę Anieli.
— Coście tu ze mną uczynili? — zawołała Aniela. — Wy... Podli ludzie!!!
Aniela wybuchnęła płaczem.
— Za późno na lamenty... — odezwała się szyderczo „Zimna kokota”.
I chociaż Moryc zapewniał ją, że nie wyrządził jej krzywdy, Aniela szlochała z bezsilności.
Moryc tłumaczył się, że sprowadziła go do tego mieszkania „Zimna kokota” i że nie wiedział wcale o tym, że uśpiła chloformem Anielę i ją tu podstępem zwabiła. Nie tylko, że nie skrzywdził Anieli, ale przeciwnie — nie opuścił tego mieszkania w obawie, by jej nie skrzywdzono.
Aniela włożyła palto i skierowała się do wyjścia. Ale „Zimna kokota” zatarasowała jej drogę.
— Z mego domu tak prędko wydostać się nie można! — roześmiała się na głos.
Moryc odepchnął ją i usiłował Anielę wyprowadzić na ulicę, ale wtem zjawiło się dwóch zbirów, którzy porwali Anielę i przemocą starali się ją wepchnąć do drugiego pokoju.