Co rzekłszy, Janek ujął Anielę pod ramię i zawołał:

— Chodź ze mną najdroższa! Ja już im dam nauczkę!

Na odchodnym, stojąc już we drzwiach, odgrażał się pięścią pod adresem „Zimnej kokoty”:

— Popamiętasz mnie jeszcze!

— Doskonale pamiętam, że policja poszukuje cię.

— Sądzisz, że jestem Wołkow? Ja tu od razu mogę skończyć z tobą!

— Kocham cię! — zawołała. — Musisz być moim! Żadna przeszkoda nas nie rozdzieli...

— Nienawidzę kapusiów — odparł Janek z odrazą. — Patrzeć na ciebie nie mogę...

— Pamiętaj: albo będziesz mój, albo będziesz niczyim. Za kratami będzie najlepsze dla ciebie miejsce. Tam twoje złodziejskie oczy nie będą więcej hipnotyzowały nas, kobiet...

Janek dobył rewolweru. Aniela chwyciła go za rękę. Rewolwer wypalił, ale kula na szczęście chybiła. Strzaskała lustro wiszące na ścianie, które rozleciało się w drzazgi.