— Sercem od dawna należę do ciebie. Twoją pozostanę na zawsze dopiero po spełnieniu jednego warunku.
Janek podniósł oczy na Anielę.
— Po roku, gdy przekonam się, że zmieniłeś dotychczasowy tryb życia.
— Zbyt długi to termin — uśmiechnął się z goryczą.
Naraz rozległo się pukanie do drzwi, za którym dał się słyszeć głos szofera.
Po upływie kwadransa oboje siedzieli już w taksówce, którą ze wszystkich stron obstąpili małomiasteczkowi gapie. Janek polecił szoferowi, by jechał do Warszawy „pełnym gazem”.
Rozdział III
Czas powoli upływał. Zima minęła, wyzwalając ziemię z okowów lodu. Ludzie nocy z niezadowoleniem spoglądali, jak śnieg taje. „Sezon” chylił się ku końcowi... Jedynie „kieszonkowcy” przychylnie witali pierwsze wiosenne promienie słońca. Ludzie zrzucą z siebie nareszcie ciężkie futra, które utrudniają dostęp do portfeli i kieszeni bocznych...
Wiosna uczyniła ludzi weselszymi. W ich dusze wstępowała radosna nadzieja. Tylko Wołkow czuł się złamany, przybity. Ostatnie wydarzenia spadły nań jak grom z jasnego nieba.
Gdy opuszczał krytycznej nocy mieszkanie Reginy, postanowił popełnić samobójstwo. Nie mógł zżyć się z myślą, że odtąd on, komisarz policji, będzie musiał ulegać we wszystkim... bandzie niebezpiecznych rozpruwaczy, których policja tropi.