Wołkow silnie zbladł, odparł krótko:
— Nie, nic podobnego.
— Może kobieta?
— Pozwoliłem sobie na małe pijaństwa i stąd nadwyrężenie zdrowia...
Przez chwilę spojrzenia ich się skrzyżowały.
— Więc albo panu rzeczywiście nic nie jest, albo... pan nie chce mi wyjaśnić przyczyny tej nagłej zmiany.
— Uważam pana za mego przyjaciela, przed którym niczego nie ukrywałbym.
— A gdzie to pan spędził całą noc? Przecież to był pański dyżur?
— Ubiegła noc właśnie wyczerpała mnie do reszty. I kto wie, gdyby nie przypadek, czy nie miałbym tej bandy w ręku...
— Zawsze te „przypadki” — udobruchał się Żarski. — Wszak zaleciłem panu obserwowanie profesora poznańskiego.