— Nie mogę...
Janek dobył rewolweru i z uśmiechem ironicznym na ustach zawołał:
— Trudno. Będę bronił mej wolności, jak będę mógł!...
— Hotel otoczony jest przez „naszych” ludzi. Nie ujdziesz stąd! — wyjaśniał Wołkow, trzęsąc się jak w febrze. Jego twarz przybrała barwę ziemistą.
— Spełnij swój obowiązek! — drażnił się Janek z Wołkowem.
Wołkow roześmiał się i odpowiedział:
— Tym razem cię uratuję, ale pamiętaj!...
Janek uścisnął jego dłoń:
— Nigdy ci tego nie zapomnę!
— Zachowuj większą ostrożność! Odchodzę stąd, ale pamiętaj, aby po godzinie wszelki ślad stąd znikł po tobie!... Uczyń to tak, by służba tego nie dostrzegła, że pilno ci z opuszczeniem hotelu.