Wołkow momentalnie znalazł się w pokoju z wyciągniętym rewolwerem w ręku.
Jego oczy zderzyły się ze wzrokiem Janka, który także powitał go wyciągniętą lufą browninga.
— Przepraszam — odezwał się Wołkow, opuszczając głowę i chowając rewolwer do kieszeni.
Przez chwilę obaj milczeli. Janek niespokojnie tylko obserwował Wołkowa. Wreszcie Janek wymógł na sobie uśmiech i rzekł:
— Co powiesz mi dobrego?
Wołkow odetchnął głęboko i wyrzucił z siebie tylko jedno słowo:
— Służba..
— Kogo szukacie?
— Nie zachowujesz się dość ostrożnie — wyjąkał Wołkow.
— Ja zachowuję się dość przezornie — odparł Janek. — To nie moja wina, że macie na każdym kroku konfidentów i kapusiów. Ufam twojej przyjaźni, którą nam ślubowałeś. Pomożesz mi stąd się wydostać?