Obaj, Wołkow i Żarski, wsiedli do oczekującego opodal auta policyjnego i wrócili do Urzędu Śledczego.
Zaraz po wyjściu Wołkowa Janek udał się do pokoju Anieli. Co dzień zmieniali hotele i zawsze zajmowali dwa oddzielne pokoje.
Aniela teraz spała. Jej widok oszałamiał go, Janek nie mógł opanować zmysłów. Nie bacząc na grożące niebezpieczeństwo, znów stał się niewolnikiem namiętności.
Aniela, przebudzona, natychmiast zorientowała się w sytuacji i silnym uderzeniem pięścią w twarz przywróciła Janka do przytomności.
— Wściekłe zwierzę pożera cię!... Gdzie dane mi słowo? Gdzie twoja ambicja?
— Uczyniłem to nieświadomie. Przyszedłem tu, by ci powiedzieć, że muszę opuścić hotel.
— Hotel ja opuszczę, ale bez ciebie — odrzekła stanowczo.
— Anielo...
— Nie chcę o niczym wiedzieć. Między nami wszystko skończone. Lęk ogarnia mnie przed człowiekiem, który nie jest odpowiedzialny za swoje czyny. Zaledwie kilka dni upłynęło od chwili ślubowania, że nigdy... a już zapomniałeś o tym. Już zginiesz jako przestępca.
— Zlituj się nade mną. Dziś Bajgełe ma mi przynieść papiery dla nas obojga i będziemy mogli wyjechać za granicę.