— Fe, nieładnie urządzać awantury w obcym domu. Sądziłem, że jesteś dżentelmenem.
— Co to wszystko ma znaczyć? — ostro zapytał Wołkow. — Co to za kawały?
— Tylko bez nerwów, przyjacielu. Przygotowują tu dla ciebie takie przyjęcie, którego na pewno nie zaznałeś nigdzie jeszcze. Wnet wprowadzą ci tu najpiękniejsze dziewczęta. Muszą się jednak odpowiednio uszminkować.
— Co mnie zawracasz gitarę z kobietami. Przecież nie po to tu przyszedłem.
— A po co? — zapytał zdziwiony Bajgełe.
— Po raz ostatni uprzedzam cię: tylko bez kawałów!
— Ja mówię poważnie.
— Gdzie profesor?
— Ach, o niego ci chodzi, to naprawdę profesor w swoim fachu... Ale on jest teraz zajęty...
Wołkow poczynił krok naprzód i chciał otworzyć drzwi prowadzące do drugiego pokoju. Bajgełe zasłonił mu drogę, wybuchając śmiechem: