— Niezbite. Najlepiej będzie, gdy zagramy w otwarte karty, panie Wołkow — zerwał się Żarski z miejsca.
Również Wołkowa rozmowa ta poniosła. Ironicznie zawołał:
— Proszę bardzo. Rozmowa nasza zapowiada się wcale ciekawie.
— Więc wiedz, że mam dowód, iż w hotelu rozmawiałeś z „Klawym Jankiem” i że puściłeś go na wolność. Gdy ja oczekiwałem ciebie na korytarzu, tyś mnie tam zdradził! Tak, tak! Tak postępuje tylko zdrajca!
Komisarz Żarski uczynił ruch, jakby chciał nacisnąć dzwonek, by wezwać kogoś do gabinetu, ale cyniczny uśmiech Wołkowa powstrzymał go od tego.
Wołkow wygodnie rozsiadł się w fotelu, założył nogę na nogę, zapalił papierosa i rzekł:
— Dziwię się panu, panie komisarzu, że mnie uważa za „idiotę”. Deleguje mnie pan na spotkanie z osobą, której na świecie nie ma? Ale zrozumiałem też powody, dla których pan mnie wysłał z Urzędu Śledczego.
— Byłem zajęty ważną sprawą — odparł komisarz Żarski, a krew uderzyła mu do głowy.
— Naturalnie, że to była bardzo ważna sprawa... Ale radzę panu na przyszłość tego rodzaju sprawy załatwiać trochę ciszej. Ciekaw jestem tylko, czy wszyscy starzy kawalerowie flirtują w podobny, podły sposób.
Komisarz Żarski nie miał wątpliwości, że Wołkow podsłuchiwał pode drzwiami jego gabinetu. W duszy czuł się upokorzony, że taki Wołkow śmie mu jeszcze prawić morały.