Żarski wstał i wyciągnął rękę do Anieli:
— Niech się pani nie obawia. Ja, a nie pani, jestem winowajcą. Pani jest wolna... Proszę mi wybaczyć za wszystko18 i źle nie wspominać...
Aniela stała zmieszana.
— No?.... Pani jeszcze nie ucieka? Może pani śmiało stąd iść. Nikt pani nie zatrzyma!
Aniela jednak nie ruszała się. Nie wiedziała dlaczego, ale zrobiło się jej żal tego człowieka.
— Pani się już nie gniewa? — wyjąkał.
— A pan na mnie? — spytała, spuszczając oczy wstydliwie.
— Ubóstwiam panią więcej, niż przedtem. Pani jest uczciwsza ode mnie. Teraz niech pani sobie idzie i będzie szczęśliwa. Niech pani zerwie z tymi ludźmi. Skąd oni do pani19.
Powoli Aniela posuwała się ku drzwiom. Przekraczając próg gabinetu, dostrzegła dwie łzy, które ściekały po twarzy Żarskiego. Miała wyrzuty sumienia, nie wiedząc dlaczego. Ale na wspomnienie o upokorzeniu doznanym w policji obyczajowej otrząsnęła się ze sprzecznych uczuć, które nią teraz ogarnęły. Nie wątpiła w miłość komisarza Żarskiego...