— Jeżeli sadzisz, że zamierzamy cię szantażować tym oto oświadczeniem, mylisz się. Proszę go sobie wziąć!

Krygier rzucił ten papier na stół ku zdumieniu Wołkowa, który nie mógł zorientować się w sytuacji. Niemniej zdezorientowani byli pozostali zgromadzeni.

— Dlaczego nie zabierasz sobie tego dokumentu? — oburzał się Krygier. — Gdy zapragnę znaleźć na ciebie hak i tak nie wykręcisz się z moich rąk! Ty głupcze! Awans wywołał zamieszanie w twojej głowie? Biada ludziom nocy, co za persony awansują na naczelników urzędów śledczych!... Najmniejszy złodziejaszek ma więcej w palcu niż ty w głowie!... Jedynie przy naszej pomocy zdołasz się utrzymać na tak wysokim stanowisku. Ale ty tego nie jesteś w stanie ogarnąć swoim umysłem!...

Wołkow jakby był rażony prądem. Chytry Krygier wiedział, jak podejść Wołkowa. Wyczuł intuicyjnie, że Wołkow przy swoim niskim stopniu wykształcenia nie wierzy we własne siły, czy podoła nowym obowiązkom. Nacisnął na najsłabsze miejsce Wołkowa.

— Tylko przy naszym poparciu uda ci się utrzymać na swoim stanowisku! — gromił dalej Krygier. — Nasze rady okażą się ważniejszymi od doświadczenia całego Urzędu Śledczego.... Co za znaczenie ma praktyka twoich pomocników wobec naszej fachowości. Uczynimy wszystko, abyś zabłysnął talentem wywiadowczym. Ale nikt niczego darmo nie robi. Żądamy ekwiwalentu. Ręka rękę myje! Fakt, żeś zamordował policjanta, najmniej nas obchodzi i wiedz o tym, że nigdy go nie wykorzystamy jako atutu przeciw tobie.

Wołkow przez długą chwilę zwlekał z odpowiedzią. Zdawał sobie sprawę z tego, że Krygier nie należy do ludzi, którzy tak łatwo wypuszczają ofiarę z rąk. Wołkow nie miał odwagi stanąć do otwartej walki z tym żelaznym człowiekiem, jak nazywał Krygiera w myśli.

— Ale musicie zrozumieć, że nie mogę prowadzić podwójnego życia. W wielu wypadkach dla uniknięcia kompromitacji będę musiał postępować tak, jak mi dyktować będzie obowiązek.

— Rozumiemy to — rzekł Krygier. — O ile ci wypadnie zatrzymać którego z nas na gorącym uczynku, nie będziemy mieli o to pretensji. Rozumie się, że będziesz mógł sprawą tak pokierować, by nas zbytnio nie krzywdzono.

— Ale przecież to się nie da utrzymać — jakby błagał Wołkow o wyzwolenie. — Muszę się czymś popisać. Muszę coś uczynić, bo w przeciwnym wypadku powędruję sam za kratki...

— Posłuchaj — odparł Krygier. — Mam dla ciebie nową propozycję.