— Jakim warunkiem? — zawołali wszyscy chórem.
— Że po upływie trzech miesięcy, zapanuje między nami taka sytuacja, jakbyśmy się wcale nie znali, a wszyscy, których tu widzę dokoła, wyjedziecie za granicę. Jeszcze wam dopomogę w tym.
— Zrobione! — zawołał Krygier.
— Pijemy zdrowie Wołkowa! — zawołali zebrani, wychylając kieliszki. — Życzymy mu, by został ministrem!
I uczta rozpoczęła się na dobre. Po spożyciu jadła i napojów, Krygier wraz z Jankiem i Wołkowem udali się do oddzielnego pokoju, w którym zamknęli się na klucz, by omówić szczegóły dalszej współpracy. Bajgełe był tym dotknięty. Bolało go, że nie został dopuszczony do tej tajemnicy. Wiercił się na krześle, zniecierpliwiony, jakby siedział na szpilkach.
Gdy nasza trójka znalazła się w zamkniętym pokoju, Wołkow naraz sobie coś przypomniał i rzekł:
— Czy mogę stąd zadzwonić?
— Proszę bardzo.
Wołkow połączył się z Urzędem Śledczym.
— Tu komisarz Wołkow. Z planu mego, niestety, nie mogę skorzystać. Dziękuję.