Na największym dancingu w Warszawie panował niebywały ruch, niby w wielkiej hali dworcowej.

Zegar wybił północ.

Auta luksusowe sprowadzały coraz nowych gości żądnych zabawy, którym wypchane portfele udostępniały zabawę, uciechy i rozkosze wielkomiejskie.

Jeden ze stolików zajmowali Krygier i Janek. Dwie uszminkowane panie, które siedziały nieopodal, „strzelały” do nich oczyma...

Myśl Krygiera kołowała dokoła innej sprawy... Lubił w takich wypadkach obserwować, jak inni się bawią.

Janek siedział nachmurzony. Od czasu rozstania z Anielą opadła go melancholia. Nie mógł sobie miejsca znaleźć. Teraz pojmował, co to jest miłość i że dla Anieli byłby gotów skoczyć w ogień i wodę. Myśląc o Anieli, Janek obserwował jedną z tych dwóch elegantek, które upatrzyły sobie jego i Krygiera za obiekt26 dzisiejszej zabawy...

Janek spróbował odgadnąć w myśli zawód jednej z tych pań o połyskujących paznokietkach i zadecydował, że to musi być manicurzystka. Nie omylił się. Poprosił ją do tańca.

Pary kołysały się w takt muzyki, niby drzewa za podmuchem wiatru. Masa ludzka na parkiecie robiła wrażenie pływającej gromady. Krygier zdążył zauważyć, że Janek „płynie” obok eleganckiej damy...

Naraz rozległ się krzyk kobiecy:

— Moja brylantowa kolia!....