Kilku wywiadowców w towarzystwie przodownika przekroczyło próg pokoju. Stasiek Lipa zapalił światło. Jego wyostrzony węch mówił, że jemu osobiście nie zagraża niebezpieczeństwo.
— Panowie w jakiej sprawie? — zapytał.
— Mamy nakaz przeprowadzenia rewizji.
— Proszę bardzo.
Wywiadowcy zabrali się do roboty. Nie znaleźli jednak nic podejrzanego. I wkrótce opuścili mieszkanko. Tej nocy, jak się okazało, w całym domu przeprowadzano rewizje, w związku z doniesieniem konfidenta, że w tej kamienicy miała się mieścić tajemna fabryczka pieniędzy.
Po odejściu policji Stasiek Lipa rzucił się córce do nóg, błagając ją o przebaczenie.
— Dni mego życia są policzone — zalewał się łzami. — Bądź przy mnie. I tak już długo nie pociągnę. Serce... Serce mi pęka...
Staremu zabrakło tchu. Kaszel ostry rozrywał mu płuca. Aniela wybuchnęła płaczem.
Nazajutrz wyprowadzili się z tego mieszkania. Lipa domyślał się, że z ewentualnej drugiej rewizji nie wyjdzie „na czysto”...