Stasiek Lipa stracił panowanie nad sobą. Rzucił się na Anielę i zaczął ją dusić z całych sił, Aniela broniła się rozpaczliwie. Dramatyczne zmaganie się na śmierć i życie odbywało się w ciszy nocnej. Nikt z nich nie wydał nawet jęku. Ale oto w czasie tej walki wywrócił się stół z łoskotem. Trzask, który rozległ się w pokoju, przywrócił Staśkowi przytomność umysłu.

Aniela, wyzwoliwszy się z potwornego uścisku, podskoczyła do okna z zamiarem popełnienia samobójstwa. Stasiek Lipa stał oparty o ścianę, sapiąc ciężko.

— Dlaczego nie skaczesz? — uśmiech wykrzywił jego usta. — Okno położone jest na piątym piętrze. To doskonała okazja...

Aniela, gotowa do śmiertelnego skoku, drgnęła na dźwięk zimnych, okrutnych słów ojca.

— Morderco! — krzyknęła na niego.

— Ja cię uduszę!... Moimi rękami cię uduszę, a jego żoną nie zostaniesz!...

Na korytarzu za drzwiami rozległy się ciężkie kroki. Stasiek Lipa, który dobrze wczuwał się w mowę kroków ludzkich, instynktownie podskoczył do córki, ściągnął ją z okna i odprowadził do łóżka. Ledwie to wykonał, dwukrotnie uderzono we drzwi.

— Kto?

— Policja!

Lipa otrzeźwiał. Dał znak córce, by udawała śpiącą i podszedł do drzwi, by je otworzyć.