Czytelniku, wiem to i rozumiem, że czytając moje pismo, mimo woli zapytasz, jak ten człowiek mógł być tak bezwstydny, nawet podły, by tak bez ogródek chwalić się i opowiadać swoje zbrodnie. A po drugie, o ile autor już jest na tyle bezwstydny, dlaczego jeszcze dotychczas, pomimo swej bezczelności, nie ma tyle cywilnej odwagi, by wyjawić swoje nazwisko.
Odpowiem: chcę opisać i przedstawić tu z całą nagością prawdę, by wskazać, jak podobni ludzie żyją i umierają, jak kochają i nienawidzą. Staram się odkryć obie strony medalu. Jestem bowiem tego zdania, że trzeba mieć więcej odwagi do przyznania się do zła, aniżeli do popełnienia go.
Na drugie pytanie doprawdy sam nie wiem, co odpowiedzieć, gdyż teraz, pisząc te słowa, nie posiadam nazwiska. Jestem tylko martwym, nic nie znaczącym numerem 183. O ile jednak chcesz wiedzieć, kto kryje się pod ty numerem, żeby zaspokoić Cię, powiem!
Nazywam się — nie... nie! — nie mogę Ci w żaden sposób tego powiedzieć. Osądź sam, zaczynam dopiero trzydziesty piąty rok życia, o ile można to tylko nazwać życiem. A może kiedyś, kiedyś... z martwego numeru 183 powstanie człowiek, człowiek odrodzony do nowego życia, człowiek o silnej woli, chcący naprawić błędy młodości. Ty jednak będziesz mnie wówczas wytykał palcem, że to ten zbrodniarz, co napisał pamiętnik w więzieniu, pomimo że grzechy moje zostały odkupione długoletnim więzieniem.
„Kara nigdy nie zmywa winy”.
Wszystkie cierpienia w więzieniu są niczym w porównaniu do tego, co czeka takiego jak ja po opuszczeniu więzienia.
Powtarzam to, że ludzie nigdy nie przebaczają. Nie jest złodziejem ten, kto kradnie i rabuje, tylko ten, o którym ludzie wiedzą, że siedział w więzieniu i nosił na grzbiecie chałat więzienny. Ten do grobu jest już napiętnowany, jest na zawsze zbrodniarzem...
Więc czyż mogę siebie reklamować i wyjawiać nazwisko? Sam siebie wystawiać mam na potępienie? Pół życia swego spędziłem za kratami. Za grzechy, które popełniłem jako głupi młodzik, a których wykonanie trwało jedną chwilę, przymuszony jestem cierpieć długie lata jako dorosły i podżyły132 człowiek. Nie koniec jeszcze na tym, choćbym i dożył nawet do lat matuzalowych133, będę cierpiał za to, co popełniłem, będąc jeszcze chłopcem.
Powiedz... powiedz, Czytelniku, czy nie tak jest? Czy w duchu nie przyznajesz mi racji?
Jednak powiem ci swe przezwisko, jestem tego pewien, że Ryszard Lwie Serce nie był tak dumny ze swego przezwiska, jak ja jestem ze swojego.