Słowa jego: „gdy jest wojna, będzie lepiej kraść”, sprawdziły się. Nieomal co dzień wybieraliśmy się teraz na jakąś robotę, a wszystko było z dobrym rezultatem.

Policja rosyjska, zdawało się, jakby aresztowała tych złodziei, co kraść nie umieją i nie są zdolni, a tylko paskudzą. Byłem raz obecny przy okradzeniu sklepu obuwia. Gdy byliśmy zajęci przy opróżnianiu półek i pudełek, nagle otworzył ktoś drzwi i wypowiedział do środka sklepu te słowa:

Ładno! Ładno! Rebiata, możetie dalsze rabotat’, tolko na zawtra nużno mienia piat’dziesiat’ rublej129, no i paru sapog130. — Po czym drzwi się po cichu zamknęły.

Zląkłem się i spytałem wspólnika, co to ma znaczyć. Wspólnik uspokoił mnie.

— Rób dalej — mówił — to był rewirowy tej dzielnicy. On nasz jest, blatny131. Dał nam tylko tym sposobem do zrozumienia, że wie, kto tu jest i kto robi robotę. Jutro mu się zaniesie, co do niego należy.

Tak śmiało się kradło na prawo i lewo. Policja należała do „doli”, więc to dodawało nam odwagi. „Cwajnos” zawsze wiedział, jak ma podejść do jakiego dygnitarza. Temu, co krępował się brać jawnie gotówkę, posyłał do domu podarki. Naturalnie, że tych podarków nie kupował... Innym wysyłał ładną kobietkę. Z opornymi, których potrzebował, starał się przegrać w karty pewną sumę. Takim szczęśliwym graczem był pewien Al...ów.

Zdarzyło się jednego razu, że na gorącym uczynku został schwytany jeden z naszej szajki i odprowadzono go do więzienia. Groziło mu co najmniej cztery lata. Zdawało się tym razem, że wszystko przepadło i nic się tu nie da zrobić, gdyż nowy śledczy przybył w ten rewir, który nie przyjmował blatu i prowadził energicznie sprawy, by ująć jeszcze wspólników. Jednak i na niego znalazł się sposób. Odkryli i jego słabą stronę. Ten na pozór groźny, nieprzekupny człowiek był zboczeńcem seksualnym. Przy tym postarali się dostać go w łapę tak, że ten, bojąc się wstydu, przyjął podyktowany mu warunek. Musiał teraz zatańczyć, jak mu grano. Nasz wspólnik został zwolniony.

XXXIII

Tak, tak, stałem się znaną „osobistością” między swoimi i liczyli oni teraz z moim zdaniem, na dowód czego dano mi przezwisko.

Każdy szanujący się obywatel „złodziejskiego świata” musi takowe posiadać. Świat, zdaje mi się, nie mógłby istnieć, gdyby na nim nie istnieli tacy obywatele, jak Rudy Felek, Drabuś, Diabeł, Cwajnos, no i Hipki Wariaty itp. Tu bierze mnie chęć i nie mogę się powstrzymać, by trochę nie pofilozofować. Widok kraty w mojej celi kieruje zawsze moje myśli na drogę „filozoficzną”.