— Daj pokój, dam dziewięć rubli, tylko żebyś zawsze do mnie przynosił towar. Spodobałeś mi się. Niechaj będzie tak jak jest, w całości.

— Dwanaście rubli za funt, jak nie, to zrobię z tego szmelc.

Paser jęknął i upadł na krzesło.

— Co to za rozbójnik! — krzyczał, patrząc z wyrzutem na „Cwajnosa”. — Jak ty go jeszcze raz tu przyprowadzisz, to cię wyrzucę razem z nim za drzwi. Nigdy już więcej od ciebie nie kupię.

— Jak będzie? — spytałem, obojętny na te pogróżki. — Mam zrobić szmelc?

— Nie, nie! Niech cię już diabli wezmą! Dam te dwanaście rubli pod warunkiem, żebyś więcej do mnie nie przyszedł, bym coś kupił — krzyczał do „Cwajnosa”.

Sprawa została załatwiona. Było tego trzydzieści funtów. Wspólnik patrzył na mnie z zachwytem.

Od tego dnia paserzy mnie nienawidzili, mówiąc: „Ten »litwiak«127 za mądry jest, a paserowi nie daje żyć!” „Cwajnos” odtąd tylko mnie powierzał załatwianie spraw z nimi.

Paserzy próbowali mnie przekupić i chcieli mi dać pewien procent bez wiedzy wspólników, aby im taniej sprzedać. Ale to im się nie udało. „Cwajnos” już od dnia tego ze mną się liczył. „Dolę” otrzymywałem na równi. Nie oszukiwał mnie jak dawniej. Chwalił mnie nieraz do swoich przy kieliszku, pokazując palcem na mnie.

— Patrzcie na mojego terminatora, niedawno był dorożkarzem, a już jest „jęke” na całego. Wyrośnie z niego fest „urke128.