— Co ty za frajera przyprowadziłeś ze sobą — krzyczał do „Cwajnosa” — on nic nie wie, że paser się targuje, ale szorii126 już z domu nie wypuszcza, choćby mu przyszło do tego interesu dokładać cały majątek. Dam ci siedem za funt, przecież wiesz, że to szmelc i muszę go przetopić. Zgoda? — Przy tym wyciągnął rękę do wspólnika, który się chytrze uśmiechał.
Ja, chcąc teraz się zemścić na paserze za to, że mnie tak popchnął i do tego nazwał frajerem, a widząc, że wspólnik jest już gotów się zgodzić, nic nie mówiąc, wszedłem do kuchni i zdjąłem tasak ze ściany. Nie odzywając się ani słowem do obecnych, którzy patrzyli ze zdziwieniem na mnie, zbliżyłem się do kupy srebra, wziąłem kielich i podniosłem tasak w górę. Już chciałem rękę opuścić, by go rozbić na szmelc, paser zbladł, podskoczył do mnie i chwycił mnie za rękę.
— Ny! Co robisz, wariacie?
— Szmelc robię! Przecież pan płaci po siedem rubli tylko za szmelc, więc dam panu szmelc!
Odepchnąłem go przy tym, zabierając się do zniszczenia.
Paser spojrzał mi teraz bystro w oczy i zwrócił się do wspólnika, który się śmiał na głos.
— Na jaką cholerę go tu przyprowadziłeś? To pewno wariat jakiś, zatrzymaj go!
Wspólnik, wesoły, drażnił go:
— Co, na ładnego frajera popadłeś! Teraz się nie wtrącam, on sprzedaje, nie ja.
Paser zwrócił się łagodnie do mnie: