— Co? I ty już zwariowałeś! — rzucał się paser. — Ja to muszę roztopić. Tak nie można tego trzymać, a do więzienia się dostać nie mam jeszcze ochoty. Dla mnie to jest tylko szmelc i nic więcej!

— No, no, stary! Ty się tak nie rzucaj — rzekł „Cwajnos” poufale — gadaj no, co naprawdę możesz nam zapłacić.

— Po pięć rubli za funt — odparł paser stanowczym tonem. — To więcej dla mnie niewarte.

Tu spojrzał spode łba na mnie, ponieważ po raz pierwszy mnie widział.

„Cwajnos” po namyśle odparł:

— Daj mi po dziesięć rubli za funt i będzie kwita. Wiesz, stary, że ja się nie lubię targować — dodał poufale.

— Co? Dziesięć rubli za funt? Czy ty czasem nie masz gorączki? Możesz to zabrać — rzucał się paser, jak opętany wymachując rękoma, a po chwili namysłu dodał: — Jak jestem Żydem! — tu uderzył się w piersi, że aż jęknął — więcej niż sześć rubli nie dam. Możesz z tym iść do Jankla, on ma dużo pieniędzy.

„Cwajnos” po chwili namysłu rzekł do mnie:

— Spakuj to wszystko z powrotem. Pójdziemy do Jankla, on na pewno więcej zapłaci.

Patrzyłem na ten targ po raz pierwszy, gdyż do tego czasu nigdy nie byłem obecny przy sprzedaży u pasera. Zrozumiałem wtedy, że złodziej kradnie tylko na pasera i chciałem już wykonać polecenie. Wtem paser doskoczył, odepchnął mnie tak gwałtownie, że się potoczyłem aż na ścianę.