Pewnego dnia z wieczora, gdy przybyłem do domu, ledwie tylko przestąpiłem próg, zauważyłem, że jakaś kobieta pomknęła do drugiego pokoju i drzwi prędko za sobą zamknęła. Zainteresowało mnie to. Kto tam być może?

Zapytałem się Lizy, ta jakoś niewyraźnie mi tłumaczyła, więc chciałem tam zajrzeć. Jednakże Liza mi tego stanowczo zabroniła, mówiąc, że tam jest taka osoba, której mnie nie wolno widzieć. Tym bardziej jeszcze zaintrygowała mnie tym. Pociągnąłem więc za drzwi, jednakże były zamknięte. Począłem też stukać, by mi otworzono. Nikt się nie odezwał. Prosiłem po raz drugi Lizę, żeby kazała otworzyć. Ta jednak stała na swoim158, że to nie jest mój interes. Ze złością uderzyłem całą siłą plecami, a drzwi momentalnie otworzyły się.

Obrzuciłem spojrzeniem pokój, na razie nic nie widziałem, jednak za chwilę stanąłem jak wryty. W samym kącie stała ta dziewczyna, którą znałem od dziecka. Ta sama, co ją broniłem, gdy Srulek chciał ją wtedy wpakować do kufra i nam pokazać, jak to się ludzie żenią.

Widziałem ją po raz ostatni przed wyjazdem do stryja w roku 1913. Poznałem ją jednak od razu. Była to typowo piękna dziewczyna o kształtach wykwintnych, wysoka, o włosach złocistych i kędzierzawych. Patrzyła na mnie, mniej zdziwiona niż ja. Widać wiedziała, że tu jestem, uśmiechnęła się do mnie szyderczo, a zarazem wstydliwie. Płonęła cała. Nareszcie, po chwili milczenia, przemówiłem:

— Co ty tu robisz w tym domu? — zapytałem, postępując krok naprzód.

Nic nie odpowiedziała, tylko wybuchnęła płaczem. Liza podskoczyła do mnie.

— To nie twój interes — krzyczała ze złością. — Wynoś mi się zaraz stąd!

Obrzuciłem ją takim pogardliwym spojrzeniem, że od razu zamilkła i zbliżyłem się bardziej do dziewczyny.

— Słuchaj mnie, Belka — rzekłem tonem rozkazującym — masz natychmiast jechać do domu, ja nigdy na to nie pozwolę, abyś tu była, słyszysz!

Spojrzała na mnie swoimi pięknymi oczyma i odparła wyzywająco: