— No trudno — mówił komendant — jak nie chcesz żyć, to mi tam za jedno.
Przykuli mi teraz ręce w tył wokoło drzewa, tak że stałem przykuty do pnia. Zrobiłem się obojętny na wszystko, tylko by to się już jak najprędzej skończyło.
Znów zapytano mnie, czy oczy zawiązać.
Nie odpowiedziałem.
Pięciu Niemców stanęło naprzeciw mnie gotowych do strzału.
— Ostatni raz ci się pytam — zwrócił się do mnie jeszcze — przyznajesz się czy nie?
Parę sekund złowroga cisza.
— Einz! Zwei! Drei! —
Padła salwa i o moje uszy odbił się przeraźliwy śmiech, jakby wszyscy diabli w piekle roześmiali się tam na moje przybycie.
Nie jestem w możności opisać wrażenia, jakiego wówczas doznałem, trzeba być wielkim artystą, by móc wrażenie to opisać. Na początku, gdy usłyszałem huk i zarazem śmiech, a nie czułem żadnego bólu, zapytywałem siebie w duchu: „czy ja jeszcze żyję, czy już nie żyję?” A ponieważ jeszcze nigdy nie byłem zabity, pomyślałem, że może właśnie po śmierci człowiek tak się czuje, więc może jestem już naprawdę zabity? Bałem się oczy podnieść, by spojrzeć, co się wokoło mnie dzieje i zwiesiłem cały korpus. Potem czułem jakby atak serca, a nareszcie poczułem, że mi ktoś wlewa wódkę do ust.