— Gdy nadejdzie koniec świata, zjawi się Mesjasz. Stanie on jedną nogą na cmentarzu, a drugą na bóżnicy i zadmie w róg, aż cała ziemia zadrży. On zaś zawoła wielkim głosem, który będzie słychać z jednego końca świata na drugi: „Zmartwychwstanie zmarłym!” W tej chwili strach ogarnie wszystkich jeszcze żyjących. Znaki ukażą się na niebie i ziemi. Archanioł Gabriel Żydów odprowadzi do „Erec Izrael”28, a umarli Żydzi powstaną i podziemnymi gankami przejdą też do „Erec Izrael”. Goj zaś żaden nie zmartwychwstanie. Żydzi wówczas zapanują na całym świecie. Goje natomiast przestaną zupełnie istnieć.
Tu triumfującym wzrokiem spojrzał na nas, dumny z tego, że odkrył przed uczniami wielką tajemnicę, a trzymając się za siwą brodę, dodał:
— Między gojem a Żydem jest jeszcze ta różnica, że żaden goj nie posiada duszy. Po śmierci wędruje prosto do gehenny29. Dlatego też każdy z nas w codziennej modlitwie rannej dziękuje Jehowie za to tymi słowami: „Błogosławiony jesteś, Boże nasz, królu świata, że nie stworzyłeś mnie gojem!!”
Czytelnik więc zrozumie, że od tego dnia, gdy rebe odkrył mi tę tajemnicę o duszach, mimo woli przyjaźń moja z Frankiem stopniała. Głupota rebego górowała nad naszą przyjaźnią.
Przebacz mi, kochany Franku, że pogardziłem wówczas twoją szlachetną przyjaźnią, gdyż byłem święcie przekonany, że ty nie masz duszy... Ja zaś, jako należący do narodu wybranego, posiadając duszę, czy mogłem być przyjacielem takiego jak ty człowieka bez duszy?...
Po przejściu choroby na razie do jeszywetu nie pojechałem. Miałem pozostać do wiosny w domu. Przez ten czas brałem lekcje hebrajskiego i żargonu30 u prywatnego nauczyciela. Warto, żebyśmy się bliżej temu oryginałowi przyjrzeli.
Był to człowiek średniego wzrostu, lat czterdzieści sześć, o chudej, czarnej bródce. Oczy u niego pełne smutku świeciły dziwnym, jasnym blaskiem. Ubierał się stale jednakowo, a to w wytarty, miękki kapelusz, wyszarzały garnitur i brudny kołnierzyk z krawatem prawidłowo zawiązanym, zimą zaś kompletował tę garderobę paltem z aksamitnym kołnierzykiem, które było już tak stare, że rzeczoznawca nie byłby w stanie określić jego koloru.
W miasteczku krążyły o nim różne legendy. Był on bardzo wykształcony i władał kilkunastoma językami. Nikt nie znał wszakże jego pochodzenia. Z powodu jego dziwacznego zachowania się, wszyscy twierdzili, że jest wariatem. Pomimo to miał wstęp do najbogatszych domów, gdzie udzielał dzieciom lekcji, pobierając od ucznia po trzy ruble miesięcznie. Mając ich około dwudziestu, mógł świetnie żyć, a jednak żył w nędzy. Pieniądze, które otrzymywał, rozdawał pierwszemu lepszemu. Dlatego też wyznaczono mu za opiekuna starą kobietę, ta więc się nim zaopiekowała i odbierała należne mu pieniądze. On sam nie upominał się nigdy o wynagrodzenie.
W wolnych chwilach za miejsce przechadzek obierał sobie cmentarz żydowski i katolicki. Oglądał tam stare nagrobki lub rozmawiał ze sobą, a jak ludzie opowiadali, z umarłymi. W domu rozmawiał zwykle ze sobą głosem, w którym czuć było jakiś żal. Nieraz też chodziliśmy pod jego okna, by go posłuchać, lecz niestety nie mogliśmy nic zrozumieć. Gdy wspomnę dziś o nim i jego życiu, zapominam o swoim własnym cierpieniu. Tak! Ten człowiek przeszedł przez jakiś dramat życia, który go złamał ostatecznie. Temu człowiekowi jednak mam do zawdzięczania bardzo wiele: obudził on we mnie uczucie dla piękna przyrody, jak i poezji ojczystej.
Nauka u tego człowieka trwała niedługo, gdyż wkrótce zmarł on na suchoty galopujące. Nielitościwa śmierć zabrała go nam w tak stosunkowo młodym wieku. Przeniósł się więc w zaświaty. Może tam znalazł ukojenie za swój żal i będzie mógł się wypowiedzieć przed tym, który go zrozumie.