Choroba tym razem jednak nie trwała długo. Matka nalegała na mnie, to groźbami, to prośbą, żebym powiedział, co mi tak dolega, gdyż doktor orzekł, że nic mi nie jest, a cierpię tylko moralnie, na co nie zna lekarstwa.

Wreszcie nadszedł dzień „Sudy”. W domu znów był świąteczny nastrój. Wygłosiłem wyuczoną, mało mi jednak zrozumiałą „droszę”. Złożono mi za to różne życzenia i podarki. Ojciec podarował srebrny zegarek ze złotym łańcuszkiem, a matka rozpromieniona obiecała, że na moim weselu podaruje mi złoty zegarek. Uczta trwała do późnej nocy, a gdy miałem udać się na spoczynek, matka ucałowała mnie i prosiła, bym jej obiecał, że na wiosnę znów wrócę do jeszywetu. Chętnie się zgodziłem.

Przyznać się muszę, iż nie dlatego się zgodziłem, że pociągała mnie chęć do nauki, lecz że miałem na myśli powrót na tę samą stancję. Upomnienia i ostrzeżenia rebego, że obecnie za wszystkie grzechy sam odpowiadam, choć ostudzały nieco mój zapał, to wszakże nie mogły zwyciężyć moich uczuć.

Chociaż i wiedziałem, że nawet patrzeć na kobietę jest śmiertelnym grzechem, a tym bardziej to, co zaszło na stancji, to jednak pocieszałem się tą myślą, że za dawne grzechy odpowiadać będą rodzice. To znów na przemian skrucha ogarniała mnie, że rodzice mogą być niesprawiedliwie ukarani za moje grzechy i żal mi się ich robiło. Ale to życie na stancji było bardzo jakoś przyjemne i dlatego, nie słuchając żadnych głosów wewnętrznych, zdecydowałem się tam wrócić.

Długo rozmyślałem o tym, dlaczego to wszystko, co jest dla mnie tak pociągające i kuszące, jest grzechem. Dziewczęta na przykład są takie miłe stworzenia, a zakazane jest przez Talmud pod groźbą strasznych mąk w piekle nawet patrzeć na nie.

Albo z Frankiem na przykład zabraniają mi się kolegować, mówią, że on jest goj. A co to jest Żyd? Za nic nie mogłem tego zrozumieć. Nieraz przypatrywałem mu się ciekawie z myślą, że może spostrzegę różnicę między sobą a nim. Ale gdzie tam! Nawet na odwrót, znalazłem wiele, co przemawiało na jego korzyść. Jest ładniejszy, odważniejszy i milszy ode mnie. Co do reszty, tak samo się śmieje i płacze, z wyglądu jest podobny do mnie, składa się z tych samych części ciała co i ja, ba, nawet mówi po żydowsku nie gorzej ode mnie. Więc co jest właściwie za różnica między mną a Frankiem? Aha! Przypomniało mi się, że rebe uczył, iż szatan przebiera się w różne postaci, by zgubić człowieka. A może więc Franek jest tym szatanem i przyszedł, by moją duszę zgubić? Ale w tej chwili oddaliłem tę myśl, śmiejąc się w duchu z tego. Wszak Franek jest synem rzeźnika i mieszka obok nas, znam ojca jego, matkę i jego siostrę Władkę. Są to dobrzy ludzie, gdy przychodzę do Franka, zawsze częstują mnie cukierkami.

Żadną miarą jednak nie mogłem zrozumieć, dlaczego matka zabrania mi tam cokolwiek jeść. Nader trudne było do spełnienia to żądanie matki, gdy mnie zaproszono do nęcącej zapachem kiełbasy i kotletów, które tam często podawano do stołu. Ale cóż? Nie wolno, bo to jest hazer27. Co prawda nie tak zakaz matki trzymał mnie z dala od tych pachnących potraw, jak to, iż święcie wierzyłem, że gdy dotknę do ust hazer, momentalnie się udławię. Strach więc przed karą był większy od wszystkiego.

Pewnego razu Franek ze swą siostrą chcieli mi gwałtem do ust włożyć hazer. Broniłem się z całych sił. Wówczas oni ze złości, że nie chcę jeść, natarli mi słoniną całą twarz. Boże! Co to też było! Gdy wyrwałem się z ich rąk, myłem twarz kilka razy, nawet piachem próbowałem szorować, ale prędko przestałem, bo okropnie ta operacja bolała.

Gdy się matka o tym dowiedziała, zabroniła mi stanowczo tam chodzić. Tylko ojciec wraz z ojcem Franka, gdy tylko mnie ujrzeli, nie mogli się powstrzymać od śmiechu. Jednak do tego Franka coś mnie ciągnęło, nie upłynął tydzień od tej awantury, a już ślizgałem się z nim i jego siostrą po Narwi. Nie mogłem po prostu żyć bez nich, nie pomógł nawet kańczug rebego, który upominał, że z gojem nie wolno nic mieć wspólnego. Rebe nic nie wskórał. Z Frankiem wciąż byliśmy nierozłącznymi przyjaciółmi. Na tę przyjaźń i Żydzi w miasteczku patrzyli krytycznie.

Z myślą o zakazie przyjaźni z Frankiem absolutnie nie mogłem się już pogodzić! Nie mogłem zrozumieć, dlaczego zabraniają mieć z gojem stosunki. Aż jednego dnia zdobyłem się na odwagę i w chederze spytałem rebego, co za różnica jest między gojem a Żydem? Wtedy rebe nam obszernie objaśnił: