Podrabin między innymi tłumaczył mi, że do tego czasu wszystkie grzechy, jakie popełniłem, szły na rachunek moich rodziców. A teraz za złe uczynki odpowiadać będę przed „Jehową” własną głową. Tłumaczył mi też Haj-odom (Życie człowieka) i co jest grzechem, a co nie. Opowiadał przy tym takie straszne rzeczy, że włosy mi dęba stawały, mówił np., że jak tylko przekroczę przykazanie Jehowy, zostanę zupełnie zgubiony... Tu jakby się namyślił chwilę i ciągnął dalej:
— Bóg tak powiedział do człowieka: „Dwie drogi dałem ci, życie i śmierć. Wybieraj życie!” Tak Bóg radzi człowiekowi. Życie ludzkie jest w ręku Boga, gdyż od głowy człowieka ciągnie się niewidzialna nić aż do tronu jego, gdy zgrzeszy, to Bóg może ukarać karą „kores”, tj. przecina nitkę, a człowiek momentalnie umiera.
Słuchając tego, mimo woli pomacałem się po głowie. Opisał mi też całą zgryzotę gehenny (piekła), a powiedział mi to z takim przekonaniem, jak gdyby wszystko to na własne oczy widział, a gdy zauważył, że bladłem przed taką odpowiedzialnością, wówczas dodawał na pocieszenie:
— Wszystko złe spada wtedy, gdy nie wykonasz jego przykazania. Lecz o ile człowiek prowadzi życie cnotliwe, to nagroda jest tak wielka, że jak jeden rabin określił: „piękniejsza jedna godzina z rozkosznego życia pozagrobowego niż całe życie doczesne”.
Tu opisał mi wygląd raju z takim zapałem i przekonaniem, jakby przed chwilą z niego wrócił.
— Każdy cadyk — ciągnął wytrwale — otrzyma od Jehowy na własność „szaj ej łomis”, czyli 310 światów.
Naiwnie zapytałem go, skąd Bóg tyle światów weźmie, rebe przeszył mnie tak piorunującym spojrzeniem, że postanowiłem w myśli nigdy już nie stawiać podobnych pytań. Po chwili wszakże odrzekł:
— Bóg wszystko może!
Nauka ta na szczęście trwała nie dłużej niż miesiąc, kto wie, czy moje nerwy wytrzymałyby dłużej. Nasłuchałem się takich strasznych rzeczy przez czas tych lekcji, że nieswojo się czuję na samo wspomnienie o tym.
Wówczas się czułem tak nieszczęśliwy po tym miesiącu nauki, że znów zachorowałem ze strachu przed życiem, które mnie czeka.