Widzę oczyma wyobraźni, jak ludzie do tego domu wchodzą i wychodzą, a na każdej z tych twarzy spostrzegam szczere czy też dobrze udane zadowolenie.
Przed domem skupia się coraz więcej ludzi omawiających fakt mych urodzin. Słyszę też głosy urywanych rozmów:
— Bóg się zlitował i wysłuchał ich, dając im syna.
Dalej słyszę szepty:
— Bogaty ma zawsze szczęście.
Słuchająca Żydówka kiwa głową i nabożnie podnosząc ręce do góry, mówi:
— Prawdziwy cud, pięć lat po ślubie, nu, nu, On jest wszechmogący, u Niego nie ma rzeczy niemożliwych.
Inna znowu blada Żydówka, o kruczych włosach i wyglądzie starożytnej niewolnicy, wstydliwie i nieśmiało rozgląda się wokoło i szeptem zapytuje:
— Czy to prawda, że ona była u cadyka cudotwórcy z Libawy i że wróciła miesiąc temu?
Widzę, jak otyła Żydówka odprowadza ją na stronę i z tajemniczą miną mówi: