Ojcu nie dawali dojść do słowa i kto wie, jak by to się skończyło, gdyby w porę nie przybył ksiądz proboszcz Ch., staruszek szanowany w całym miasteczku nawet przez Żydów, jego uwadze nie uszło żadne poważniejsze zdarzenie w okolicy.
Po zauważeniu go wszyscy ucichli i skierowali swe oczy w stronę przybyłego.
— Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus! — powitał ich staruszek.
Na te słowa obecni, nie wyłączając i Żydów, porwali czapki z głów. Po serdecznym przywitaniu się ze zgromadzonymi ksiądz porozumiał się z ojcem. Potem zwrócił się do obecnych i przemówił:
— Panowie, opamiętajcie się! Strach przed stratą waszych pieniędzy opętał was do tego stopnia, że sami nie wiecie, co robicie. Pan F...cz33 w zupełności jest w stanie pokryć wszystkie swoje zobowiązania w każdej chwili. Możecie więc iść w spokoju do domu, a w poniedziałek o godzinie szóstej wieczór każdy, o ile chce wycofać swe pieniądze, niech przyniesie weksle czy kwity, a otrzyma należność z procentami.
Spojrzeli po sobie pytająco z pewnym niedowierzaniem, wątpiąc, czy nie będzie już za późno. Myśleli, że jak stryj zrobił plajtę, to i ojca może spotkać to samo. Spostrzegłszy wahanie, ksiądz proboszcz jeszcze raz zapewnił ich, że każdy otrzyma swą należność i że on za to bierze na siebie odpowiedzialność. To ich ostatecznie upewniło. Jeden za drugim zaczęli opuszczać mieszkanie. Po tym zajściu, w rezultacie zostało kilka połamanych krzeseł.
W poniedziałek o umówionej godzinie ojciec zaczął wypłacać wszelkie należności swym wierzycielom. Każdy otrzymał swoje co do grosza. Większa część prosiła ojca, aby z powrotem wziął pieniądze na procent, lecz ojciec stanowczo odmawiał.
Wspominając dość często przykrą sytuację ojca z owej soboty, zadawałem sobie pytanie, czy ten szanowny staruszek, który wybawił ojca z opresji i zażegnał większą awanturę, także nie posiadał duszy, jak to rebe określił. Mocno zwątpiłem w prawdomówność rebego.
Zastanawiałem się również często nad tą sprzecznością, która zabrania Żydom zawierać bliższą łączność z gojami, a jednak w życiu jest inaczej, bo z nimi się łączą i współpracują. Patrzyłem na to codziennie. W domu naszym stałymi gośćmi byli ludzie rzekomo nieposiadający duszy, a jednak mile widziani, bo od nich zależały nasze interesy. Nie mogłem wówczas należycie zrozumieć tego, że w chederze uczą, by się z nimi nie stykać, a w domu bez nich obejść się nie mogą, a ojciec prowadzi z nimi największe interesy.
Muszę jeszcze o jednym z tych ludzi bez duszy wspomnieć, szlachetność jego bowiem pozostawiła we mnie niezatarte wspomnienia. Był nim hr. K.34, człowiek nader dobry. On to założył straż ogniową w miasteczku, której był naczelnikiem.