— Dlatego, że mnie pana żal — odparła. — Pan się tylko zmarnuje z tą „siksą”.
— Kiedy nie mam innej — odparłem. Prędko zaś dodałem: — O, żebym miał taką kobietę jak pani, czułbym się szczęśliwy.
— Dlaczego pan nie może takiej mieć, i to Żydówki — mówiąc to, patrzyła mi uparcie w oczy i rumieniła się.
— Za późno panią poznałem — odparłem — pani należy już do innego, pani ma męża.
— Czy to panu przeszkadza? — spytała, wykręcając głowę w inną stronę.
Dłużej nie wytrzymałem, wszystkie te jej pytania zapaliły we krwi mojej żądze, nie mogłem oderwać wzroku od białej jej piersi, zerwałem się z miejsca i zbliżyłem się do niej, uchwyciłem ją za ramię.
— Niech pani położy dziecko!
— Dlaczego? — próbowała się słabo bronić.
— Niedobrze jest przyzwyczajać dzieci na rękach stale nosić. — I podniosłem ją z krzesła, popychając lekko w stronę wózka.
Machinalnie położyła dziecko, a ja przycisnąłem ją namiętnie do siebie, nie broniła się, tylko urywanym głosem zawołała: