Teraz nastąpiły stawiane przez obie koleżanki pytania i uwagi.
— Wiele razy tam byłaś? — spytała Władka.
— Pięć razy wszystkiego.
— Stary to był człowiek? — pytała druga.
— Nie tak stary — odparła Jadzia — mógł mieć lat czterdzieści z górą.
— A co on był za jeden? — dopytywała się Władka. — Czy też był bogaty?
— Tego nie wiem — powiedziała. — Ale ładnie mieszkał, miał lokaja, więc musiał być i bogaty, mówił mi też, że jest wojskowym i na lato miał wyjechać na Kaukaz do swoich dóbr.
— O! O, żeby on był biedny — odparła Władzia — nie chciałoby mu się takich wariackich wybryków i nie płaciłby po sto rubli naraz. Ja bym chciała takiego frajera złapać, co tak hojnie płaci — dodała, trącając mnie przy tym kolanem.
Trzecia koleżanka, już nie pierwszej młodości, bardzo skromna na wygląd, też chciała coś o sobie opowiedzieć ciekawego i już otworzyła usta. Wtem dało się słyszeć silne pukanie w drzwi frontowego pokoju. Wszyscy spojrzeliśmy po sobie. Władka skoczyła, by tam otworzyć. Zanim jednak otworzyła, spytała wpierw, kto to śmiał nam przerwać przyjemne pogadanki.
— Policja — brzmiała odpowiedź, która od razu mnie poderwała z miejsca.