Pokiwał głową, jakby zwątpił w prawdziwość moich słów, a następnie postawił mi pytanie już śmiało:

— W zeszłą sobotę wieczorem, po kolacji, gdzie byłeś?

— Na spacerze, rebe.

— Czy sam spacerowałeś?

Przy tym pytaniu patrzył mi przenikliwie w oczy.

Niszt-ałejn38 — ledwie wykrztusiłem sylaby z gardła.

— Wiem, synu, że nie sam! Więc kto był z tobą?

Na to pytanie zapłonąłem ze wstydu jak pochodnia, w głowie poczęło mnie coś palić i ciążyć. Żebym mógł, chętnie bym się w tym momencie zapadł pod ziemię. Ale cóż, trzeba odpowiedzieć, przedstawiłem go sobie jako wszechwiedzącego, albowiem nie przyszło mi na myśl, że temu wszystkiemu był winien szames. Wybełkotałem więc: „mit — am — ej — duł39. I rzecz dziwna, zamiast spodziewanego przekleństwa i kary, łagodnie pytał dalej:

— A co ona za jedna, może siostra?

Po tym pytaniu zacząłem z ulgą oddychać, pragnąłem na to już odpowiedzieć: „tak”. Już otworzyłem usta, lecz zamiast powiedzieć „tak”, powiedziałem „nie”.