— Co ty wygadujesz, bracie — powiedziałem. — Pomyśl, czy to jest możliwe w takim zacofanym, żydowskim miasteczku sprowadzić sobie nie-Żydówkę, kamieniami zatłukliby nas i świeżą hańbę tylko na wasz dom sprowadziłbym, a przyznam ci się szczerze, że nie mogę z nią się rozstać, sam nie wiem dlaczego. Nie wiem, co mi takiego zadała, znoszę jej kaprysy i nie mogę się z nią rozstać.
— Mój bracie, ty nie byłeś w domu przeszło dwa lata, a wielka zmiana zaszła w naszym miasteczku, w czasie spokojnym przez wieki całe nie stałoby się to, co się u nas teraz dzieje w czasie wojny. Żydzi handlują, szmuglują nawet słoniną, dziewczęta, córki chasydów i innych Żydów, spacerują otwarcie z żołnierzami, robią, co im się żywnie podoba. Młode chłopaki w miasteczku jedzą hazer, palą papierosy i handlują w sobotę. Nawet kilka Żydówek jawnie uprawia prostytucję. Nikt teraz się nie będzie gorszył twoją kobietą, tym bardziej że, jak muszę przyznać, masz gust, bo jest bardzo ładna — mówił to brat, uśmiechając się ironicznie.
Wypytywałem go też o siostry, a najwięcej interesował mnie los najmłodszej, która gdy matka umarła, miała zaledwie kilka miesięcy. Zapytywałem również o macochę. Brat mówił, że jest dobra jak dawniej i że właśnie ona to nalega, abym przyjechał do domu. Opowiadał mi też, że macocha jeździła do doktorów aż do Berlina, chcąc mieć dzieci. Widać, że ona nie wierzyła w cuda cadyków i wolała się udać do doktorów, którzy jednak cudu nie dokonali i ona pozostawała nadal bezdzietną.
Po dwóch godzinach rozmowy z bratem wyszedłem z nim na miasto, gdzie miał kilka interesów do załatwienia. Kupiłem też podarki dla siostrzyczek, które brat wahał się przyjąć, wiedząc, że pieniądze, za które to kupuję, były podejrzanego pochodzenia. Kupiłem też macosze kilka metrów dobrego jedwabiu na kostium, chcąc jej zrobić prezent. Brat w żaden sposób nie chciał tego przyjąć, twierdząc, że ona tego nigdy nie przyjmie. Oddałem więc to Frani, która myślała, że specjalnie dla niej to kupiłem i ucieszyła się bardzo. Po upewnieniu brata, że przyjadę, wyprawiłem go do domu.
Pożegnanie nasze było bardzo przykre, a nawet rozpłakałem się. Doznałem wtedy przeczucia, które sprawdziło się, że lata całe upłyną, zanim go znów zobaczę.
Po wyjeździe brata upłynęło kilka dni. Stosunek Frani do mnie był już błogosławiony. Stała się nawet nieznośna. Jej kaprysy stały się niewykonalne. Odgrywała się za to, że nie chciałem z nią jechać do naszego domu. Pożycie nasze stało się bardzo przykre, żona fryzjera zaczęła mnie również prześladować, a nawet groziła mi, że o ile nie odwiedzę jej, to ona wie, co ma zrobić. Nie wiedziałem, co począć ze sobą. Tegoż dnia przychodzę do domu i myślę rozmówić się z Franią, by ze mną wyjechała do Warszawy. Czekałem do wieczora, a Frani nie było. Poszedłem ze złości zalać robaka i już zostałem w pewnym domu na noc. Rano szedłem z myślą, że ją zastanę, że przywita mnie z wymówkami. Jak wielkie było moje zdziwienie, gdy zobaczyłem, że łóżko jej stało nietknięte. Począłem wypytywać jej rodziców, ci zbyli mnie milczeniem. Zajrzałem do jej kufrów z ubraniem. Były na pół próżne, jak również i szafa. Dopiero na moje nalegania dowiedziałem się od rodziców, że Frania gdzieś wyjechała, ponieważ zakochał się w niej wyższej rangi oficer niemiecki i zabrał ją z sobą.
— Cieszy mnie to bardzo, że choć Frania poszła wyżej — powiedziałem do jej rodziców z udaną obojętnością. — Wspólnik mój odebrał ją podobno z ręki właściciela, gdzie była kelnerką. Ja ją odebrałem od wspólnika. A ode mnie aż do wyższej rangi sięgnęła. Jestem zadowolony.
Zacząłem pakować moje manatki. Najwięcej bolała mnie obojętność jej rodziców, którym niczego nigdy nie odmówiłem, znosząc do domu, co tylko mogłem. Jedna tylko młodsza siostra mnie żałowała, która by tak nigdy nie postąpiła jak Frania. Pomagała mi też pakować manatki, a na pożegnanie pocałowała mnie i wybiegła wstydliwie z pokoju.
Straty Frani nie mogłem przeboleć. Zrozumiałem, że ona od dawna musiała mnie zdradzać z tym wojskowym i żałowałem, że z nią nie pojechałem do mojego domu. Sprowadziłem się po ucieczce Frani do jednej „meliny”, oddalonej o cztery wiorsty od Ł. O miejsce to wystarał mi się wspólnik, tam czułem się bezpieczny. Żona fryzjera, dowiedziawszy się o ucieczce Frani, wynalazła miejsce mojej kryjówki i często mnie odwiedzała. Ta kobieta po prostu obrzydła mi, gdyż prześladowała mnie stale swoją miłością.
W dzień nie ruszałem się nigdzie, gdyż dowiedziałem się, że policja mnie tropi, tylko wieczorem ośmielałem się przyjść do miasta. Wspólnicy odwiedzali mnie tu i stąd prosto udawałem się z nimi na wyprawy, które nie udawały się. Nareszcie postanowiłem udać się na wyprawę aż na Litwę. Mimo że postanowiłem, iż w pierwszym tomie mojego pamiętnika nie będę opisywał już żadnych robót i wychwalał się moimi zbrodniami, jednakże ta robota ze względu na wypadki, które jej towarzyszyły, zasługuje na opis szczegółowy.