„Gezeł kusy muter”. Rabować goja jest dozwolone.
Zaprzeczyłem temu, mówiąc mu, że to tylko podczas dyskusji w podobny sposób się wyraził, iż tak się robi, ale nie jest to ustalone. On jednak uparcie udowadniał mi z różnych źródeł Talmudu i przekonał mnie, że ma rację. Podczas naszej dyskusji, która trwała dość długo i której nie mam zamiaru tu opisać, Antek w najlepsze romansował ze starszą córką. Stary, widząc to, poruszał się coraz bardziej niecierpliwie. „Szofer” i najmłodsza córka ciekawie nam się przysłuchiwali. Ona uparcie patrzyła na ojca, a więcej na mnie, poczułem chęć poromansować i starałem się rozmowę tę zakończyć.
Paser dał znak córkom, aby stąd się wyniosły i przystąpił do omawiania z nami szczegółów wyprawy.
— Robota jest „fajna”, ale bardzo śliska, można tam dobrze trafić. — Tu zamyślił się trochę, po czym ciągnął dalej. — Ja chcę mieć z tego równą dolę. Za dobry wynik wyprawy ręczę. Gotówki tam będzie bardzo dużo i ładny szmuk, a około dziesięciu tysięcy rubli w samym złocie. Wszystko to leży w stalowej kasetce, wmurowanej w ścianę w sypialnym pokoju i przykryte dywanem, tak że nic nie widać. Właścicielem tego jest bogaty kupiec leśny i mieszka z młodą żoną we własnej willi za miastem, niedaleko swoich tartaków i składów drzewnych. Na początku musicie spróbować na czysto to zrobić, a gdy się nie da po cichu, to... — nie domówił, a my spojrzeliśmy po sobie, doskonale zrozumieliśmy, co ma na myśli.
— Czy broń macie przy sobie? — zapytał nagle.
— Nie, nie mamy — odparł „Szofer”, do którego paser przez cały czas się zwracał, na nas wcale nie patrząc.
— Ja nie wiedziałem — dodał po chwili „Szofer” — że to robota na „duś”, wzięliśmy tylko ze sobą „statki” i nic więcej. Po drugie, nigdy bym nie przypuszczał, znając cię, stary, że się zgodzisz na podobne roboty.
— Widzisz, mój bracie — mówił poważnie paser, gryząc przy tym niemiłosiernie swoją brodę. — Co innego było dawniej, a co innego jest dziś. Przed wojną tego, co dla zdobycia pieniędzy zabiłby kogoś, spaliłbym żywcem, a dziś... Wojna pokazała nam, że zniszczyć życie ludzkie to to samo, jak zabić kurę albo zająca. Nie robi to już wcale wrażenia. Miałem sposobność parę razy przekradać się przez front rosyjsko-niemiecki, chodząc po trupach jak po kamieniach, i nic z tego sobie nie robiłem. Teraz ty pomyśl, śmierć tych ludzi nie dała zabójcom ani grosza zysku, a jednak zabijali jeden drugiego. A wy przynajmniej, gdyby do tego doszło, zrobicie to dla własnej obrony. No i dla zdobycia tych pieniędzy. Powtarzam wam jeszcze raz, że o ile wam się uda po cichu, to nie tknąć nikogo, ale jak przebudzą się, wtedy już sami wiecie, co należy robić. Broń wam wypożyczę. U mnie wszystko jest. Dwa rewolwery wam na to wystarczą — dodał, uśmiechając się chytrze.
Obserwowałem tego człowieka i dziwnego doznawałem uczucia, patrząc na jego pobożny wygląd i długi chałat, jak to wszystko było sprzeczne z mową, którą z nami prowadził.
Ten człowiek, jak mi „Szofer” w sekrecie później mówił, pochodził ze znanej rodziny z Rosji, z miasta N. Był kiedyś postrachem policji rosyjskiej, odsiedział też osiem lat katorgi w głębi Rosji, a tu zapuścił sobie brodę i pejsy, ubierał się długo228 i mieszkał nieznany nikomu. Nikt nie wiedział, skąd przybył. Prowadził tu życie spokojne. Tylko od czasu do czasu coś zbroił, nadając robotę u tych ludzi, u których miał interesy finansowe. Komu by to na myśl przyszło, że pod jego długą kapotą kryje się weteran zbrodni i występku?