„Szofer” też był zły. Tylko Antek śmiał się, mówiąc:

— No, trudno mówi się, dziś nie udało się, drugim razem się uda — i poprosił mnie, abym mu opowiadał dokładnie, co widziałem podczas leżenia pod łóżkiem, śmiał się przy tym ze mnie.

Paser objaśnił nam, że możemy go już pożegnać, że nie chce więcej nas znać i że możemy odjechać, skąd przybyliśmy.

— Trzeba było robić na mokro, a nie stchórzyć. Prawdziwi złodzieje waliliby w łeb, a nie uciekaliby z wiatrem — powiedział z wyrzutem.

Jedyna Elka ucieszyła się moim powrotem, nie wiedząc, co zaszło. Tu muszę zaznaczyć, że córki o niczym nie wiedziały. Stary się ich strzegł, aby nie wiedziały o jego sprawach. Tegoż jeszcze dnia, nie żegnając się z Elką, która prosiła, abym został i zapewniała przy tym, że mnie kocha, wyjechałem do Ł.

LIX

Upłynęło parę dni po tych wypadkach. O miłostce z Elką starałem się zapomnieć, próbowałem znów szczęścia, ale jakoś nie szło. Jakby na złość, gdzie tylko udałem się na wyprawę, nic się nie wiodło. Tu ktoś z domowników nagle przebudził się, tam znów spłoszył nas pies, ten największy wróg przestępców, gdzie indziej spostrzegł nas stróż nocny, niemniej groźny. Byłem w rozpaczy i podrażniony. Szedłem już na ślepo ryzykować, jakbym sam chciał się dostać do „Czerwoniaka”.

Wspólnicy spostrzegli moje rozdrażnienie, gdyż oprócz tej roboty na Litwie, jeszcze dwie roboty z mojej przyczyny nie powiodły się. Uznali zgodnie, że mnie pech prześladuje i poczęli stronić ode mnie.

Na drugi dzień po moim tu przybyciu przybyła do mnie fryzjerka i opowiedziała mi, że wie na pewno, iż policja mnie poszukuje z agentem B. na czele. Więc jako jedyna przyjaciółka radziła mi, abym z nią stąd wyjechał.

Zwierzyła mi się też w sekrecie, że jej mąż jest u Niemców konfidentem i że kochając złodzieja, nie chce być więcej żoną konfidenta. Prześladowała mnie na każdym kroku, jak dawniej, ze swoją zmysłową miłością. Nawet groziła mi, że źle będzie, o ile ją opuszczę.