— A czy chcesz teraz spróbować? — spytała naiwnie, tuląc się całym ciałem do mnie.

Ja, zamiast odpowiedzi, nerwowo zacząłem szarpać jej ubranie... Stało się... Biorąc na świadków gwiazdy, które tak ładnie nad nami migotały, las i Niemen, które widziały misterię57 miłości, przysięgałem, że kochać ją będę do grobu i nic nas nie zdoła rozłączyć. Roześmiała się tylko głośno w odpowiedzi na moje wynurzenia miłosne, a po chwili odparła:

— Wszystko to jednak zbyteczne... Trzymaj tylko język za zębami... Gdy tylko zdarzy się okazja, znów będę twoja!...

Struchlałem, słysząc te słowa. Żadną miarą nie mogłem zrozumieć ich znaczenia. Sądziłem do tego czasu, iż dziewczyna, a zwłaszcza taka jak Sonia, akt miłości powinna traktować jak coś świętego, a przynajmniej tak ważnego, że w zamian musi żądać od mężczyzny zrównoważenia w postaci szczerych uczuć gwarantujących pewne widoki na przyszłość.

Lekkość, z jaką Sonia potraktowała tę sprawę, zupełnie mnie wytrąciła z równowagi. Nie mogłem zebrać się z myślami. A ona na przekorę mnie, jakby nic nie zaszło, śmiała się i całą powrotną drogę żartowała z mojej naiwności, wieńcząc to wszystko cyniczną uwagą, że podarłem jej m...

Było już po północy, gdy wróciliśmy do domu. Wszyscy już spali. Cichaczem wemknąłem się do pokoju i położyłem do łóżka. O śnie wszakże nie mogło być mowy. Pod zbyt silnym pozostawałem wrażeniem tylko co przebytej przygody. Po raz setny przeżywałem ją w myśli, stale jednak opierałem się o mało mi pojętą58 ścianę słów: „Wszystko to jest zbyteczne, trzymaj tylko język za zębami!...

W jednym wszakże byłem w całkowitej zgodzie, a to w świadomości, iż pierwszy raz w życiu skosztowałem prawdziwej rozkoszy, którą daje kobieta... Przyznałem zupełną słuszność Talmudowi, gdy podobne przeżycia określa słowami: uczucie to równa się rozkoszy raju. Nie znałem wprawdzie „raju”, lecz już teraz mogłem mieć o nim mniej więcej dokładne wyobrażenie i przyznać trzeba, że być na stałe w raju to bardzo przyjemna rzecz. Zazdrościłem już w duchu tym, których po śmierci od razu tam przeprowadzają.

Te i inne myśli plątały mi się po głowie, nareszcie wyczerpany i zmęczony zasnąłem.

Śniło mi się, że jestem w raju. Siedzę wśród pięknych dziewcząt, zupełnie nagich, o kształtach starożytnych bogiń, widzianych przeze mnie na obrazkach w jednej z książek biblioteki i rozkoszuję się ich widokiem. Dziewczęta, jedna przed drugą, starają się mnie ku sobie zwabić swoimi wdziękami... Chwytam w objęcia pierwszą z brzegu... Namiętnie przyciągam ku sobie... a ona otacza mnie ramionami... Czuję, jak rozkosz i błogość rozlewa się po moich członkach... i budzę się. Ciemny pokój uświadamia mnie rychło, jak daleki jestem od rzeczywistości, więc zły jestem sam na siebie i staram się uspokoić.

Gdzie tam! Wyobraźnia, raz rozpętana, fantastyczne wciąż snuje obrazy i ani chwilę nie daje wytchnienia mózgowi. Rodzą się myśli i plany, na wykonanie których za nic w świecie przedtem bym się nie ważył.