Na ziemi przy swoich tłumokach leżało kilkudziesięciu „czubaryków”59 i kilka kobiet. Żaden z oczekujących pasażerów nie był ubrany po miejsku. Rozglądałem się nieufnie po poczekalni i starałem się znaleźć jakiś najdalszy kąt, gdzie bym nie zwracał na siebie uwagi. Przede wszystkim wszakże postanowiłem dowiedzieć się, kiedy odchodzi pociąg. W tym celu podszedłem do kiwającej się ze snu baby. Po dłuższym mruczeniu objaśniła wreszcie, że pociąg ma przybyć dopiero za dwie godziny. Uświadamiając sobie, że tak długi pobyt na stacji może być dla mnie niebezpieczny, porzuciłem pierwotny zamiar pozostania i postanowiłem czas ten przepędzić poza jej obrębem. Skierowałem się w tym celu ku drzwiom. Wtem nagle jak spod ziemi wyrósł przede mną strażnik.

Wy kuda?60 — zapytał.

Oniemiałem z przerażenia i nie mogłem ust otworzyć.

Strażnik, widząc mój przestrach, tym bardziej powziął podejrzenie i ku zdziwieniu nielicznych nocnych pasażerów, ujął mnie za kołnierz i poprowadził do dyżurki.

Na nasz widok drzemiący nad stołem żandarm leniwie wzniósł głowę, zły widocznie, że przerwano mu słodki sen, wlepił we mnie złe, krwią nabiegłe oczy. Strażnik pośpieszył mu zameldować, że przyprowadził w mojej sobie podejrzanego osobnika, który zapewne ma coś na sumieniu... bo chciał się skryć, a na dobitek nie ma paszportu.

Żandarm, słuchając przydługiego nieco raportu, ziewnął kilkakrotnie i przeciągnął zdrętwiałe członki, znać niezupełnie dowierzał intuicji wywiadowczej strażnika, gdy jednak usłyszał „niet paszporta”, poruszył się na krześle żwawiej i rzucił: „obszukać!”

Byłem zgubiony. Tyle przeżyć, tyle nowych emocji, jakie przebyłem niedawno, a tu znowu towarzystwo złego strażnika i niemniej strasznego żandarma — to było na moje nerwy jak na jeden raz za dużo.

Nie odpowiadając na zadawane mi pytania, beczałem na cały głos, a łzy strumieniem ciekły po moich policzkach.

Pierwszy na stół powędrował zegarek, a za nim i portfel, w którym jak mogłem się teraz przekonać, było 30 rubli i jakieś papiery. Wszystko to z wielkim zainteresowaniem oglądali strażnik i żandarm, a zwłaszcza zegarek, co do którego zgodnie orzekli, że jest „złoty”.

Teraz obaj już byli pewni, że mają w swoich rękach „wora61.