Pomieszanie małej gromadki zdwoiło jeszcze jego kłopot. Zapadła ciemna noc; spędzili ją na lamentach. Wreszcie zmęczenie i przygnębienie uśpiły zakochanego wędrowca. Budzi się o świcie i widzi piękny marmurowy most rzucony z jednego brzegu na drugi. Wykrzykom, słowom zdumienia i radości nie było końca.

— Czy podobna? Czy to sen? Co za cud! Co za czasy! Czy odważymy się przejechać?

Cała gromadka klęka, to znów wstaje z klęczek, zbliża się do mostu, całuje ziemię, spogląda w niebo, wyciąga ręce, stawia nogę ze drżeniem, idzie, wraca, staje w zachwycie, a Rustan powtarza:

— Tym razem niebo mi sprzyja, Topaz plótł sam nie wie co; wyrocznie były życzliwe; Heban miał słuszność, ale czemu go tu nie ma!

Ledwie gromadka przebyła strumień, most wali się do wody ze straszliwym hałasem.

— Szczęście! Szczęście! — wykrzyknął Rustan. — Bogu niech będzie chwała! Niebo niech będzie błogosławione! Nie chce, abym wracał do ojczyzny, gdzie byłbym jedynie zwykłym szlachcicem; chce, bym zaślubił przedmiot mej miłości: będę księciem Kaszmiru; w ten sposób, posiadając mą ukochaną, nie będę posiadał mego małego lenna w Kandaharze; będę Rustanem i nie będę, ponieważ zostanę wielkim władcą. Oto znaczna część wyroczni tłumaczy się jasno na mą korzyść; reszta wyłoży się tak samo. Szczęście, szczęście! Ale czemu Hebana nie ma przy mnie? Żal mi go tysiąc razy więcej niż Topaza.

Przebył jeszcze kilka mil bardzo wesoło, ale na schyłku dnia pasmo gór bardziej stromych niż mur forteczny, a wyższych od wieży Babel, gdyby była skończona, zamknęło zupełnie drogę wylękłej karawanie.

Wszyscy krzyknęli:

— Bóg chce, abyśmy zginęli tutaj! Strzaskał most jedynie po to, aby nam odjąć wszelką nadzieję powrotu, wzniósł górę jedynie po to, aby nam przeciąć wszelką drogę naprzód. O Rustanie, o nieszczęsny margrabio! Nie ujrzymy nigdy Kaszmiru, nie wrócimy nigdy do ziem Kandaharu!

Piekący ból, głębokie przygnębienie zajęły w duszy Rustana miejsce nieumiarkowanej radości i nadziei. Już nie tłumaczył sobie proroctw na swoją korzyść. — O nieba! O Boże miłosierny! Czemuż straciłem mego druha Topaza?