— Ale w imię Wisznu i Brahmy — rzekł — powiedz mi, kto jest ów szczęsny Barbabu, który zaślubia księżniczkę, czemu ojciec jej wybrał go za zięcia i czemu księżniczka przyjęła go za małżonka?
— Cudzoziemcze — rzekł mieszkaniec Kaszmiru — księżniczka zgoła nie przyjęła Barbabu; przeciwnie, zalewa się łzami, podczas gdy cały kraj święci jej zaślubiny; zamknęła się w wieży i nie chce zgoła widzieć zabaw, które dla niej zgotowano.
Słysząc te słowa, Rustan uczuł, że życie mu wraca; świeże kolory, które spłoszyła boleść, wystąpiły znów na twarz.
— Powiedz mi, proszę, panie, czemu książę Kaszmiru upiera się, aby wydać córkę za jakiegoś Barbabu, skoro ona go nie chce?
— Oto czemu — odparł gospodarz. — Czy wiadomo ci, że nasz dostojny książę zgubił wielki diament oraz dziryt, na których mu bardzo zależało?
— Wiem, oczywiście — rzekł Rustan.
— Dowiedz się tedy, że nasz książę, w rozpaczy, iż nie ma żadnej wieści o swoich klejnotach, naszukawszy się ich długo po całej ziemi, przyrzekł córkę temu, kto mu odniesie jeden lub drugi. Przybył więc Barbabu, niosąc diament, i jutro ma zaślubić księżniczkę.
Rustan zbladł, wyjąkał podziękowanie, pożegnał gospodarza i pomknął na dromaderze do stolicy, gdzie miała się odbyć uroczystość. Przybywa do pałacu, powiada, że ma ważne rzeczy do zwierzenia, prosi o posłuchanie. Odpowiadają mu, że książę zajęty przygotowaniami do wesela. — Właśnie dlatego — odpowiada — chcę z nim mówić.
— Najjaśniejszy — mówi — niechaj Bóg wieńczy wszystkie twoje dni chwałą i wspaniałością! Zięć twój jest hultajem.
— Jak to: hultajem? Jak śmiesz? Czy tak mówi się do księcia Kaszmiru o zięciu z jego wyboru?