— Trzeba będzie uciąć łeb tym duchownym i świeckim pijawkom: czas ulżyć ludowi, który bez naszych starań i sprawiedliwości nie miałby z czego żyć, chyba na tamtym świecie.

Dwaj wielcy genialni ludzie przedłożyli ministrowi projekty. Jeden wpadł na pomysł, aby opodatkować rozum.

— Wszyscy — rzekł — będą się cisnęli do zapłaty, nikt bowiem nie będzie chciał uchodzić za głupca.

Minister odparł:

— Niniejszym zwalniam pana od taksy.

Drugi radził, aby ustanowić powszechny podatek od piosenek i śmiechu, zważywszy, że chodzi o naród najweselszy pod słońcem, który po wszystkim pociesza się piosenką; ale minister zauważył, iż od jakiegoś czasu piosenki przestały być ucieszne i że się boi, aby dla uniknięcia podatku naród nie spoważniał zbytnio.

Przyszedł roztropny i dzielny obywatel, który ofiarował się dać królowi trzy razy więcej, ściągając z narodu trzy razy mniej. Minister poradził mu uczyć się arytmetyki.

Czwarty dowodził królowi, z przyjaźni, że nie może zebrać więcej niż siedemdziesiąt pięć milionów, on zaś da mu dwieście dwadzieścia pięć.

— Bardzo chętnie — odparł minister — skoro spłacimy długi państwowe.

Wreszcie przybył sekretarz nowego autora56, który czyni władzę prawodawczą współwłaścicielką wszystkich naszych gruntów mocą prawa bożego i który ofiarował królowi tysiąc dwieście milionów rocznie. Poznałem człowieka, który mnie wtrącił do więzienia za to, że nie zapłaciłem swoich dwudziestu talarów. Rzuciłem się do stóp pana generalnego kontrolera, błagając o sprawiedliwość; parsknął głośnym śmiechem i rzekł, że mi wypłatano figla. Kazał tym niewczesnym figlarzom, aby mi dali sto talarów odszkodowania i uwolnił mnie od pogłównego57 na resztę życia. Rzekłem mu: